Paczący

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja review. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja review. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2014

Pachnąca kraina cz.2 - olejek Afra, maseczka marokańska i mydło/ żel pod prysznic

ółtora miesiąca. Tyle znowu mnie nie było, ale to wszystko przez to, że byłam ostatnio "zawalona robotą". Jak to niektórzy mówią "doba ma tylko 24h", moja ostatnio też ma "tylko". No ale dość tych "przeprosinowych" wstępów - idziemy do rzeczy. A rzeczy są trzy...




środa, 1 stycznia 2014

Pachnąca kraina cz.1 - masło shea Dzikie Drzewko

MASŁO SHEA DZIKIE DRZEWKO - recenzja

Witajcie moje Drogie!

Ale mnie tu nie było, co? No, ale w końcu już jestem i dzisiaj chcę Wam przedstawić pewien świetny produkt.
Oto on:


To pięknie pachnące masło do ciała Dzikie Drzewko dostałam do testów jakiś czas temu razem z kilkoma innymi produktami firmy Pachnąca Kraina. Zakochałam się w nim od razu z kilku powodów. Jakich? Zapraszam dalej :)

wtorek, 18 czerwca 2013

Siquens MedExpert krem kojąco-łagodzący

Miłą niespodzianką była możliwość zakupu tego kremu za cały... 1gr. Z taką ofertą wystartował Super Pharm - przy zakupie dowolnych perfum. Skorzystałam nieświadomie, tzn. kupiłam zapach, a pani przy kasie zaproponowała za grosik właśnie ten krem. Czujecie, jakby ktoś nie chciał skorzystać? Mina pani przy kasie pewnie byłaby przednia... - "Nie, dziękuję, to dla mnie za drogo..." ;D

Co to za krem? 
Kojąco-łagodzący do cery wrażliwej, ze skłonnością do alergii. Tubka zawiera 30ml i jej cena regularna zaczyna się od 20zł.
Według mnie ten specyfik bardzo dobrze nawilża, dzięki niemu nie mam problemów ze suchymi skórkami na twarzy, nie podrażnił mnie, jest bardzo wydajny, bo bardzo niewielką ilością jestem w stanie nasmarować i nawilżyć całą twarz. Przyjemnie pachnie, ale nie jestem w stanie powiedzieć czy czymś konkretnym. Jest niezwykle lekki, nie tłuści twarzy i nie zostawia na niej żadnej nieprzyjemnej warstwy, wręcz matuje. Można go używać jako bazę pod makijaż.

Z tej serii są jeszcze: krem na naczynka (na noc), krem przeciwko niedoskonałościom skóry, krem rozjaśniający (na noc), krem kojąco-łagodzący i serum liftingujące. O pozostałych produktach z linii MedExpert możecie poczytać na ich stronie, TUTAJ.



Ostatnio długo mnie nie było, bo znowu byłam w szpitalu, co teraz będzie się powtarzało aż pewnie do końca roku. Szczerze Wam powiem, że coraz mniej mam ochoty na prowadzenie tego bloga. Tak jakby mi się znudziło... Rozważam całkowitą rezygnację. Dwa lata to strasznie długo i co tu więcej na takim blogu pokazać? Ileż można obfotografowywać kosmetyki albo puste opakowania  po nich? Ciągle się zastanawiam i waham, także zobaczę jeszcze, co z tego wyniknie :) Póki co, ściskam Was!

Miałyście do czynienia z tym kremem albo którymś z tej serii?

sobota, 25 maja 2013

Maczam palce w tym luksusie...

     Jako lakieromaniaczka, która zmienia kolory paznokci niemal codziennie -wiadomo- muszę mieć zmywacz do paznokci. Nie-lakieromaniaczki, które od czasu do czasu coś tam "pacną" na pazury też powinny mieć ten jakże przydatny wynalazek :)


Moim ulubionym jest zielona Isana z Roska. Poza tym lubię Lidlowy Cien, bo ma pompkę. Pompkę ma też BeBeauty z Biedry, ale z nim się ostatnio pogniewałam, bo ostatnio trafiła mi się felerna sztuka z lipną pompką, z której wszystko ciekło:/ Nailty również Biedronkowe, też dosyć lubiłam, ale bez większych ochów i achów, natomiast Isana, to dla  mnie duże och i ach i zawsze chętnie wracam!!!
     Kiedyś, będąc przypadkiem w markecie Netto znalazłam taki oto wynalazek, o którym dzisiejszy post. Nie powiem, że wcześniej nie widziałam takich cudów, jak właśnie zmywacz w takiej postaci, i raczej jestem zwolenniczką tych tradycyjnych, do których potrzebne są waciki. Ten świetnie nadaje się do podróży, bo możemy sobie darować zabieranie wacików. Wiem, waciki nie ważą, ale przynajmniej nie musimy o nich pamiętać:)
      Jak widać ten szybki usuwacz lakieru Progres Cosmetics -wyprodukowany w Puławach- jest regenerującym zmywaczem w formie nasączonej gąbki zamkniętej w plastikowym opakowaniu. Ma pojemność 50ml, zawiera witaminę F, prowitaminę B5, glicerynę, ziołowe okstrakty, kosztował około 4/5zł i nosi miano "luksusowego" ;). Oczywiście, żeby zmyć lakier, należy wsadzić palec do środka, tam jest takie nacięcie i pokręcić trochę, aż lakier całkowicie zostanie usunięty. Nie próbowałam z brokatami, zresztą myślę, że to byłoby bez sensu, wiecie jak to jest z tymi błyskotkami. Przyklei się i zejść nie chce. 

Jakie są Wasze ulubione zmywacze?
Lubicie taką formę, czy raczej normalny+wacik?

piątek, 24 maja 2013

Depend nr 311

Cześć Dziewczyny!

Dla przełamania postów typowo Rossmannowo-kolorówkowo-pielęgnacyjno-promocyjno-czterdziestoprocentowych, ja zaprezentuję Wam jeden z moich ulubionych malinowych lakierów, który kupiłam bardzo dawno temu, bo w zeszłe lato, w... Cubusie, razem z trzema innymi, które możecie zobaczyć TUTAJ. Widziałam je też ostatnio w Hebe i mocno się tym zdziwiłam, także informuję, że są dostępne w Cubusie jak i w Hebe. Cena w tej drigerii była wyższa niż w Cubusie, ale nie pamiętam ile kosztowały. W Cubusie kosztowały 9,99 za szukę i 14,99 jeśli kupicie dwie. Ja wówczas kupiłam cztery, w związku z tym, za jeden lakier wyszło coś koło 7,50. Jak na pojemność, to sporo, bo jest go tylko 5ml. Firma jest szwedzka, kolorów do wyboru dużo.

Natomiast sam lakier wygląda obłędnie, czyli tak:



Pędzelek jest krótki z racji wielkości buteleczki, cienki, trochę ścięty, bardzo dobrze rozprowadza lakier od skórek po sam koniec. Na moją szerokość paznokci musiałam dwa razy moczyć, ale nie powstały przez to żadne smugi itp. Bąbelków również nie było! Krycie bardzo dobre, ale dwie warstwy, to standard! Nie nakładałam już SV.

 Cukierkowy? Jak u Barbie? Chyba nie aż tak bardzo!

 Kciuk w górę dla koloru? :) Pewnie, że tak!!!


A Wy jak uważacie?
Znacie lakiery Depend?


niedziela, 19 maja 2013

Wczorajsze NOTD - LM nr 146

Cześć Dziewczyny!

Wczoraj już nie mogłam się doczekać wypróbowania tego lakieru za całe 3zł. Szłam akurat na urodziny (na których zebrałam kilka komplementów dot. koloru moich paznokci :-]), i mówię: "Aaaa, dawać go tu!" Tyyyyle się nastałam a potem nakucałam w Hebe pod szafą z Essiakami i chciałam wybrać sobie pierwsze w życiu (!) któreś dwa kolory w tej promocji 2 sztunie za 33zł, i - jak to ja - nie mogłam się na żaden zdecydować. Oglądałam jeden podobny do tego i już nawet miałam go w koszyku, razem z Trophy Wife, szłam do kasy, już witałam się z gąską... ale myślę sobie, jak zwykle zresztą - "Kobito! Jest to sens kupować takie drogie lakiery? Skoro są Safari albo Vollare po 3zł i też dobre!" Zresztą wiecie jak ja maluję paznokcie - prawie codziennie mam inny kolor, więc ich trwałość mnie nie obchodzi i nie dotyczy w ogóle! Także, ten tego, nie jara mnie Essie w ogóle! Kolory, fakt, ładne i jest w czym wybierać, ale wydać kasę to ja mogę, o!, na dobry podkład, najlepszą pastę do zębów, porządny, zajebisty krem do twarzy - na takie rzeczy, ale żeby na lakier, czy tam dwa wydawać aż 33zł? Co to, to nie! I tym sposobem powędrowałam do sklepu z chińskim badziewiem i obkupiłam się w dwa lakiery (razem 6zł) z tej tajemniczej firmy LM... Ten jest przesłodki i normalnie się w nim zakochałam!


Lakier ma piękny kolor, który od prawie samego wejścia przykuł moją uwagę - dlatego wylądował w koszyku. Na tym zdjęciu z lampą trochę wygląda jakby był ociupinkę fluo. Sama nie wiem w sumie jak go nazwać. Iwetto nazwała go łososiowym i mogę się zgodzić, że podlatuje tą właśnie rybą, ale robioną na parze albo gotowaną, bo na pewno nie wędzoną! :) Spokojnie - zapach ma normalny - lakierowy;) Jest go aż 18ml, buteleczka, jak widzicie kształtem odrobinę przypomina ten, który ma O.P.I.
               
Pędzelek dość długi, wygodny, średnio szeroki - dla mnie idealny. Krycie poprawne - na zdjęciu, dla świętego spokoju - trzy warstwy i topper z Essence 11 disco, disco, bo oczywiście paznokcie malowałam w pośpiechu, przed samym wyjściem, wiec co i rusz dotykałam czegoś i robiły mi się odgniecenia:( Czemu zawsze to robię?! - Na ostatnią chwilę maluję, a potem łażę i klnę pod nosem!
Pierwsza warstwa trochę smużyła, ale przy drugiej już było lepiej. Nie tworzyły się bąbelki.
Jak za tą cenę, jestem wniebowzięta, bo kolor jest przecudowny!!! Wykończenie kremowe, szybko sechł, gdybym tylko nie dotykała wszystkiego w około... Ma numer 146, jeśli kiedykolwiek udałoby się Wam go spotkać na Wasze zakupowej drodze, czego Wam gorąco życzę :D
Cudo, c'nieeee?! :) :*


_________________________________________________________
Plus, przypominam o konkursie :D
Czas do dzisiaj, do 23.59...
----------KLIK----------

środa, 15 maja 2013

Pierwszy cykl - lakierowe nowości 8/8 - perłowo-różowa Cynthia Rowley + KONKURS :D

Hello Drogie Wy moje!

Ostatni lakier!!! Cykl zaczął się perłą - łososiową, skończy bardzo podobną, ale różową. Z większą perłą. Druga Cynthia Rowley a jakby nadal Oriflame 20781.1 Cloverhaze, którego oczywiście już się pozdbyłam, bo nie mogłam wytrzymać z nim pod jednym dachem! 

Jesli chodzi o kolor, to jak widzicie, jest to nic innego jak świński róż z połyskiem, tyle mogę powiedzieć na jego temat. Wprost nie cierpię takiego odpustu!!! Oj pani Cynthio.. cóżeś pani wymyśliła dobrego... Może i kiecki, czy inne szmaciury projektujesz spoko, może to ci wychodzi, ale ten kolor, to jakaś porażka. Total klapa! Pańcia 70+ numer dwa, zaraz po Ori. Jesli nie przed.
 Smugi widać na kilometr, jak to w przypadku pereł (czy niektórych matów).
 Tyle samo go jest, co poprzednika - 15ml, pędzelek taki sam jak ten TU.
Poręcznie się maluje.
Bardzo szybko wysechł, co jest chyba, poza pędzelkiem, jedynym plusem...

No i tym bardzo nieoptymistycznym akcentem kończy się mój pierwszy cykl lakierowy poświęcony nowościom, które są ze mną od niedawna, skrzętnie zbierane lub od kogoś "dostane". Prosz, jest i rym:D


Jestem bardzo ciekawa, który lakier z całego cyklu moich nowości podobał się Wam najbardziej...

Zróbmy w takim razie mały konkursik z okazji  440 obserwatorów i ilości "diabelekich wyświetleń" - 66.666. Piszcie w komentarzach, który z tych ośmiu lakierów najbardziej przypadł Wam do gustu i dlaczego, zostawcie także swój adres mailowy. Macie czas do 19 maja, czyli do niedzieli, do 23:59. Wyniki ogłoszę zaraz w poniedziałek:D I tyle :D

Po kolei podaję Wam poniżej wszystkie linki - łatwo wrócicie do każdego z nich i będziecie mogły się zastanowić, który jest według Was najfajniejszy:
8. różowa Cynthia Rowley powyżej

Do wygrania fajna niespodzianka dla dwóch osób, których odpowiedzi będą najciekawsze i najbardziej mi się spodobają :) :D Klikajcie, oglądajcie, głosujcie i wygrywajcie. 

Zapraszam i życzę Wam powodzenia!

wtorek, 14 maja 2013

Pierwszy cykl - lakierowe nowości 7/8 - niebieska Cynthia Rowley

Cześć Kochane!

Powoli zbliżamy się do końca, jak widzicie dzisiaj już siódmy z ośmiu lakierów, jakie chciałam Wam pokazać. Przechodząc do rzeczy - dostałam dwa takie lakiery na urodziny od Przyjaciółki. Cynthia Rowley?! W ogóle nie wiedziałam co to za marka itp., ale dzięki "wujowi dżi" się dowiedziałam, że to jakaś pani projektantka, która "macza palce" również w lakierach. Na czymkolwiek to ma polegać:P 
Wiem, że są dostępne w TkMaxxie, bo widziałam przedwczoraj jeszcze inne kolory, ale się nie skusiłam na żaden... Mój, ten jeden z dwóch jakie posiadam, wygląda tak:

Ja to już nie wiem... 
Tego nie widać na zdjęciu w ogóle, ale on w buteleczce wygląda jakby był z fioletowymi tonami, za to na paznokciach zupełnie granatowy. W buteleczce jest wprost niesamowity! Szkoda, że na paznokciach tego efektu nie widać :(
Buteleczka zawiera aż 15ml, poręcznie się maluje dzięki tej dużej zakrętce, przynajmniej mnie takie coś odpowiada, nie wiem jak Wam. Pędzelek jest średniej długości, na szerokość dla mnie też OK!

 Wykończenie też mnie zaskoczyło, bo jest matowe. Na zdjęciach dwie warstwy, chociaż jedna też pokryła całość bez większych smug (jak to w matach), ale wolałam dać dwie. Bardzo, ale to bardzo szybko wysechł!
  
Nie zauważyłam bąbelków ani nic niepokojącego. Ot, matowy lakier.
 
Właśnie, matowy. Dlatego postanowiłam sprawdzić jak będzie wyglądał w wersji "na błysk", więc SV poszedł w ruch i otrzymałam taki efekt:
 Chyba lepiej, prawda?
 Zacie te lakiery?
Którą wersję wolicie? Mat czy błysk?


________________________________________________________________________________

P.S. Jutro koniec :D Ostatni z ośmiu moich nowych lakierowych przyjaciół. Cynthia Rowley w kolorze perłowego różu... Zobaczycie same - jest... opadnięte u mnie wszystko... ;]
Zobaczcie jeszcze, co udało mi się wczoraj uchwycić ;) Diabelska liczba, hiehiehie ;)


Buziaki!!! :*

poniedziałek, 13 maja 2013

Pierwszy cykl - lakierowe nowości 6/8 - Miss Selene nr 208

Witajcie!

Jeszcze chwila i już będzie po cyklu moich lakierowych nowości, także wytrzymajcie jeszcze trochę:)
Z dniem dzisiejszym nastał czas na numer sześć, czyli  pięciomililitrową miniaturkę od Miss Selene z numerem 208. Kupiłam go w szpitalnym kiosku w Instytucie w Gliwicach za całe 3zł i podejrzewam, że mniej więcej jego cena jest właśnie taka również w innych miejscach. Dostępny na pewno w bardzo wielu drogeriach lub sklepach typu "wszystko za...".

Tak, to znowu fiolet. Nie wiem ile ich mam, ale pewnie duuużooo. Nic nie poradzę, że to mój ulubiony kolor zarówno na paznokciach, jak i ubraniach, dodatkach itp. Strasznie dużo rzeczy mam w tym kolorze! To podobno kolor ludzi niezdecydowanych. Zgadzam się... Albo i się nie zgadzam... Samaaa nie wieeem... ;) Wyczytałam też, że ten kolor jest "symbolem młodości i poszukiwania wolności." :D

Prezentuje się tak i już mogę powiedzieć, że jest moim kolejnym fioletowym ukochańcem :)

Odcień marzenie...  jest mega! Jeden z moich najulubieńszych. Taki "czysty" - ...cokolwiek to znaczy
Na pewno jest odrobinę purpurowy.
 Buteleczka pękata z cudną zawartością,której jest tylko 5ml. Raz to dobrze, innym razem gorzej. Fajne są takie maleństwa, bo teoretycznie można je szybciej (i w ogóle) zużyć. Gorzej jak kolor jest taki, że chciałoby się, żeby się nigdy nie skończył... Tak mam w tym wypadku :)
 Krótki, ale poręczny pędzelek. Bardzo dobrze "dojeżdża" pod same skórki. Szybko mi się nim malowało. Absolutnie nie smuży, nie robi zacieków, nie ma bąbelków ani innych nieporządanych rzeczy.
 Na zdjęciu dwie warstwy, SV już sobie darowałam. Bardzo szybko wysechł i dlatego. Nie czekałam, bo nigdy nie czekam na wyschnięcie kolejncych. Kończę jedną rękę, robię drugą i tak dwa razy. Czasem później wkładam pod zimną wodę, albo nakładam przyspieszacz z Seche Vite. Dzisiaj, jak mówię, go nie ma.
 Wykończenie najlepsze na świecie, czyli kremowe.
   Brak mi już słów tak mi się podoba ten lakier!!!
Są wśród Was podobnej wielkości fanatyczki tego koloru?


____________________________________________________________________________

P.S. W następnej kolejności już przechodzimy do dwóch ostatnich lakierów - Cynthia Rowley, pierwszy, już jutro, będzie ten niebieski. Numerów i nazw brak. Stawkę zamknie perłowy róż, podobny do tego nieszczęsnego pierwszego perłowego łososia, który otwierał cały cykl.

Buziaki i do jutra
:D

niedziela, 12 maja 2013

Pierwszy cykl - lakierowe nowości 5/8 - Bell Glam Wear Glossy Colour 423

Witam Was niedzielnie!!!

Dzielnie za to kontynuuję mój cykl, w którym dzisiaj w końcu przyszedł czas na długo wyczekiwany pięknościowy fiolet od Bell - Glam Wear Glossy Colour 423, który również jest prezentem urodzinowy, ale tym razem od Szwagierki, która jak widać, w przeciwieństwie do bliżej spowinowaconej ze mną kuzynki, wie co lubię, co mi się spodoba i do czego będę się z radości szczerzyć, a wierzcie mi, że patrząc na to cudeńko szczerzę się niemal jak szczeżuja! :) (o ile szczeżuje się szczerzą, cokolwiek to jest tak btw:p) Dzięks Nejtan!!! :*

A teraz czek dys bjuti ałt!!!

 Dzisiaj akurat nałożyłam trzy warstwy, dla wydobycia całej jego głębi, ale bez SV.
Wykończenie przepiękne, z drobinkami w kolorze niebieskim i fioletowym. Pięknie odbija światło!
 Jest go 10ml, ale ceny, z wiadomych względów, nie znam.
Pędzelek jest płaski, dość krótki, dzięki grubej zakrętce, dla mnie poręczny. Niemal idealnie da się nim dojechać do skórek i zrobić pod nimi fajne, równe łuki:)
 W świetle dziennym, bez lampy.
 Uważam, że to strasznie elegancka śliwka! :)

Jak słyszę słowo "śliwka", to zaraz kojarzy mi się z pewną historią, którą opowiadała mi koleżanka na studiach o swoich dziadkach...: Święta Bożego Narodzenia. Niemal cała rodzina siedzi przy stole i Babcia mówi do dziadka: "Władziu, czy tam inny Stasiu - Jedz śliweczki, jedz, bo one są dobre na stolec!!!" end of story... tak mi się przypomniało :D

 Jak dla mnie bomba!!!

Dajcie znać czy Was urzekł tak samo jak mnie...
Udanej niedzieli Kochane!
My dzisiaj spadamy na wieś, chociaż pogoda to mogłaby być lepsza...
Pies mi się cały umorusa od mokrej trawy :/
______________________________________________________________________________

P.S. Jutro już szósta z ośmiu moich nowości - znowu fiolet (ale zboczeniec ze mnie...:D Donia, pioona!), ale maleństwo z Miss Selene o numerze 208. Znaczy to, że jeszcze tylko z jutrzejszym postem trzy kolejnie i dam Wam spokój z cyklem ;) Chociaż w zasadzie czaję się na promocję w SP na lakiery z L'oreal, bo za 21zł można mieć dwa - 20,99 za 1 - a przy zakupie dwóch, ten drugi jest za 1grosz, czyli wychodzi 21zł za oba, czyli po dychę za jeden, że tak się pochwalę znajomością wyższej matematyki. Szczegóły w aktualnej gazetce, o TU. Nigdy nie miałam żadnego lakieru z tej firmy a wczoraj oglądałam je z bliska. Oczywiście nie mogłam się zdecydować na kolor i odłożyłam zakup...

Kupiłam za to parę innych rzeczy, m.in Effaclar Duo na moje niedoskonałości powstałe w wyniku łykania różnych świństw, peeling z Eveline na cellulit, podkład True Match z L'oreala w kolorze Ivory, wodę La Roche-Posay termalną, 50ml, dostałam gratis od miłej pani. W Rosku wpadł mi niespodziewanie do koszyka szaro-błotnisty lakier z Lovely nr 383, z nowej serii Classic Nail Polish, ale nie chce mi się go już włączać do akurat tego cyklu. I tyle jeśli chodzi o wczorajsze zakupy. Pokażę wszystko jak uporam się z tymi lakierowymi postami. 
:*

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...